Gwiazd naszych wina to książka na, którą dawno czekaliśmy. Przyszła i zaskoczyła: językiem, poczuciem humoru i ... właściwie wszystkim. Co dziwnego wcale nie należy do grupy horrorów, czy książek fantastycznych. Jest to powieść obyczajowa.
"A mimo to martwiłam się. Lubiłam być żywym człowiekiem. I chciałam nim pozostać. Martwienie się to kolejny efekt uboczny umierania."
Opowiada o szesnastoletniej Hazel Grace, która choruje na raka płuc. Pewnego razu spotyka Gusa, a w tedy jej życie przewraca się do góry nogami. Czy ta znajomość zmieni Hazel, a może jej życie? Na odpowiedz na to pytanie czekałam przez całą książkę.
"- Świat – zauważył – nie jest instytucją zajmującą się spełnianiem życzeń."
Powieść mówi o bardzo wrażliwych sprawach (głównie o chorobie i śmierci) w sposób szczery i zrozumiały. Podkreśla, że nie jesteśmy bombami, które mogą wybuchnąć, na naszych bliskich.
John Green (autor książki) jest na pewno odważnym człowiekiem, skoro może pisać o życiowych problemach w sposób zabawny i prosty. Pisze, że nie warto się zamartwiać, bo z tego i tak nic nie wyjdzie, a życie i tak potoczy się dalej.
Polecam tą książkę wszystkim, którzy szukają przygody, miłości i szczerości. Ta powieść zadziała jak lekarstwo- złagodzi ból i zabije w zarodku.
"- Czujesz się lepiej?
- Nie – wymamrotał Isaac, ciężko oddychając.
- Tak to jest z bólem – odpowiedział Augustus, a potem spojrzał na mnie. – Domaga się, byśmy go odczuwali"
Podsumowując: lekka, dobra i po prostu piękna.„Moje idee to gwiazdy, których nie potrafię ułożyć w konstelacje.”„Panie, daj mi siłę, abym zmienił to, co zmienić mogę; daj mi cierpliwość, abym zniósł to, czego zmienić nie mogę, i daj mi mądrość, abym odróżnił jedno od drugiego.”
Paulina