sobota, 9 kwietnia 2016

Niezwykła historia, Marvel Comics

Jakiś czas temu moją uwagę przyciągnęły komiksy. Jako dziecko nie czytałam "Gigantów" o kaczorze Donaldzie, ani popularnego w Polsce "Tytusa, Romka i A'Tomka". Jest do dla mnie nowość i próbuję wprawić się w pisanie recenzji powieści graficznych. Nie tylko na fabułę trzeba zwrócić uwagę (wyrażoną w dymkach), ale i na graficzną część. Kiedy słowa i obraz są przekazem artystycznym, i każde z nich tak samo ważne. So..

Trzeba zacząć od podstaw, a komiksy swój początek mają w opowieściach o superbohaterach. Czyli Marvel i DC. Ale dziś czas na Marvel. Wydawnictwo, które wpłynęło na popkulturę, nie tylko w USA.

Firma Marvel Comics na początku lat sześćdziesiątych wydała na świat postacie w obcisłych, kolorowych kostiumach z supermocami. Inteligentnie, z dowcipem, obnażając ludzkie wady. Wszyscy znamy Spider-Mana, Fantastyczną Czwórkę, Kapitana Amerykę, Hulka. Sean Howe przedstawia nam za kulis Stana Lee, Franka Millera, Todda McFarlane'a i wielu, wielu innych.

Każdy fan popkultury powinien znać historię Marvela. W kinach ciągle pojawiają się nowe ekranizacje opowieści o superbohaterach. Wstyd ich nie znać, bo to ważna cześć XX w. w kategorii kultura popularna. Zapraszam do lektury "Niezwykła historia, Marvel Comics", autorstwa Seana Howe'a.

Paulina

Za książkę dziękuję wydawnictwu SQN.

środa, 2 marca 2016

Dzienniki Andersena

Moją dziecięcą wyobraźnię zaludniały głównie postacie z baśni Hansa Christiana Andersena, poznawane najpierw z okrojonych do możliwości dziecka wersji, potem – dzięki mojemu Tacie – ze wspaniałego zbioru pt. „Baśnie o miłości” w tłumaczeniu Stefanii Beylin (Muza SA, 1999). Ta druga książka ukazywała głębię charakteru bohaterów, złożoną nieraz fabułę opowieści, refleksję nad losem człowieka (daleką od łatwej ckliwości i pełną chrześcijańskich odniesień) i kunszt literacki pisarza. Właśnie: pisarza-poety, a nie tylko bajkopisarza, jak często upraszcza się dzieło Andersena. Można było dostrzec także liczne wątki autobiograficzne (nieodwzajemnione uczucia w ”Słowiku” i „Królowej Śniegu”, czy trudne dzieciństwo w „Niegodnej kobiecie”).

A prawda o Andersenie jako człowieku? Wiemy przecież, że często był brany za neurotycznego dziwaka, dodatkowo o niezbyt atrakcyjnej aparycji. Czy możemy poznać jego życie wewnętrzne?
Staraniem wydawnictwa Media Rodzina ukazały się w 2014 r. Dzienniki 1825–1875 Andersena w tłumaczeniu i wyborze Bogusławy Sochańskiej. Dzięki tej lekturze uzyskujemy wgląd w swoisty wewnętrzny mikrokosmos Andersena i poznajemy jego „drugie życie”. Choć są granice tego poznania, bo jak sam pisarz zapisał pod koniec życia „(...) tego co się dzieje w mojej duszy i wokół mnie, nie przelewam na papier z wielu powodów, ze względu na mnie samego i na wielu innych”.
W Dziennikach Andersena można wyodrębnić się trzy okresy. Pierwszy to lata 1825–1826, gdy Andersen był uczniem gimnazjum łacińskiego. Te początkowe zapiski ukazują Andersena jako egzaltowanego młodego człowieka u progu kariery, ale niepewnego swoich talentów, często zwracającego się bezpośrednio do Boga (Ta ufność do Boga będzie pojawiać się do końca lektury). Raz po raz popada w stany euforii lub przygnębienia. Drugi okres tworzą zapiski z licznych podróży słynnego już pisarza w latach 1831–1859 i wreszcie trzeci to lata od 1860 r. do jego śmierci w 1875 r.



Często określał swe życie mianem baśni i były to słowa prawdziwe, bo dzięki swemu talentowi i ogromnej pracowitości (Dzienniki udowadniają to ostatnie!), spełnił marzenia i został „duńskim Szekspirem”. Bywał na dworskich salonach – on, syn szewca i praczki – przyjmowany przez królów i książąt, podejmowany i chwalony przez wielkich epoki (Schumanna, Lista, Hugo, Balzaca, Heinego i wielu innych) i podróżował po całej Europie. Opisy podróży to chyba najciekawsze zapiski tego tomu: Grecja i Turcja, Szwajcaria i Niemcy, Anglia, a przede wszystkim Włochy. Można tu odnaleźć opisy przyrody i zabytków, recenzje wydarzeń kulturalnych (zwłaszcza teatralnych), ale głównie życie codzienne europejskiego podróżnika połowy XIX w.: co ile kosztuje, pobyty w hotelach, hotelowe menu, korowody z uzyskiwaniem wiz, kwarantanny, dyliżanse i kolej żelazna, choroba morska... Takim typowym fragmentem tej części Dzienników jest opis pobytu w domu Charlesa Dickensa w Higham w Anglii, który wypełniony był spotkaniami z literatami, oglądaniem spektakli teatralnych, czytaniem recenzji, zwiedzaniem kraju. Skądinąd wiemy, że rodzina Dickensów z coraz większym trudem znosiła przedłużające się odwiedziny (od 11.06 do 15.07.1857 r.), a Dickens po wyjeździe już nie kontynuował długoletniej przyjaźni. Dickensom bardzo chyba przeszkadzał skrajny egotyzm Andersena, jego nadwrażliwość i egzaltacja, nagłe zmiany nastroju. Andersen był tego świadomy do pewnego stopnia – pytany, jak długo zostanie w Anglii – odpowiedział: „Długo dla pana Dickensa, krótko dla mnie”.


Dzienniki jednak opisują przede wszystkim tak zwaną prozę życia. Andersen opisuje sny, lęki i szczegółowo, jak typowy hipochondryk, przedstawia kryzysy zdrowotne: bóle zębów (kilkaset wpisów), dolegliwości gastryczne, przypływy i odpływy depresji. Jest też w licznych zapiskach zmaganie z własną cielesnością i zmysłowością, zmaganie wierzącego protestanta z autoerotyzmem i niespełnieniem. „Jego późniejsza seksualność była pełna lęków, zahamowań, poczucia winy” – mówi Bogusława Sochańska – „i oczywiście nigdy nie dowiemy się, jaka była jej natura i co było jej źródłem”.
Stosunkowo niewiele w Dziennikach na temat procesu twórczego, poetyki czy warsztatu pisarza. Liczne notatki pokazują jednak poetycką wrażliwość Andersena, odnajdywany np. w baśniach charakterystyczny sposób postrzegania rzeczywistości.
Dzienniki nie dają odpowiedzi jakim człowiekiem był Hans Christian Andersen. Pokazują m.in. jego fobie i egocentryzm. Muszą być jednak odczytywane tylko razem z utworami literackimi pisarza. Dowodzą tego jak złożoną istotą jest drugi człowiek i jak niewiele wiemy o ukrytych motywach jego postępowania. Wykorzystując słowa Czesława Miłosza (z jego noty o Josifie Brodskim), można by powiedzieć, że Andersen przegrywający ze swoimi słabościami to rzeczywistość upodlenia skazana na zniknięcie. Wzruszony Andersen czytający dzieciom swoją nową baśń to wysoka chwila, która trwa.
„Dobro i piękno nigdy nie tonie w zapomnieniu, ale żyje w poezji i w pieśni” (H.Ch. Andersen, Stary nagrobek).



Polecam, Paulina

niedziela, 28 lutego 2016

Małe wielkie odkrycia

Kiedy myślimy o najważniejszych wynalazkach, pierwsze co przychodzi nam do głowy to: koło, później żarówka, samochód, pierwszy komputer. Steven Johnson w swojej książce "Małe wielkie odkrycia" w zupełnie inny sposób przedstawia wynalazki, które odmieniły świat. W tej pozycji nie znajdziemy wcześniej wspomnianego koła. Zaś znajdą się w niej o wiele mniej banalne przykłady, jak na przykład szkło. Myślę, że mało osób uważa szkło, jako coś co popchnęło cywilizacje do przodu. Autor przedstawia nam historie, jak i wpływ owej nowinki technicznej na dzieje ludzkości. Jonhson amator wiedzy popularnonaukowej (napisał już 9 książek o właśnie takiej tematyce) nie widzi żarówki- widzi światło! Nie widzi zegara- widzi czas! Jest to nowe, świeże spojrzenie na wielkie i małe odkrycia. Johnson rozpali waszą ciekawość takimi zagadnieniami:

› Wynalezienie prasy drukarskiej wywarło wpływ na rozwój fizyki molekularnej?
› Dzięki niecodziennemu pomysłowi na handel lodem możliwe stało się zasiedlenie obszarów Ziemi dotąd niedostępnych dla człowieka?
› Osiągnięcia inżynierii dźwięku, które pomagają nam lepiej widzieć, wzięły swój początek od neandertalskich zawodzeń w burgundzkich jaskiniach?
› Potrzeba oczyszczenia miast z fekaliów pozwoliła rozpocząć prace nad mikrochipami?
› Odkrycie atomu umożliwiło nam mierzenie czasu w nanosekundach?
› Wynalezienie sztucznego światła wpłynęło na ewolucję zwyczajów związanych ze snem?
Dla tych, którzy pragną wiedzy myślę, że ta pozycja literacka będzie godna polecenia. Wiedzy nigdy dość! Nawet jeżeli już nie uczęszczamy do szkoły.

Polecam, Paulina
Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu SQN

czwartek, 31 grudnia 2015

Harry Potter- nowe wydanie, recenzja nr.2




Na rok 2016 przedstawiam wam nowe wydanie Harrego Pottera, wydawnictwa Media Rodzina. Uważam, że jest to idealny prezent dla fanów serii, jak i dla tych, którzy jeszcze nie odnaleźli się w magicznym świecie. Jest to również dobra alternatywa dla dzieci, które jeszcze potrzebują ilustracji lub kolekcjonerów pięknie wydanych książek.


Fabuła "Kamienia Filozoficznego" oczywiście się nie zmieniła, więc i moja stara recenzja "HP" jest wciąż aktualna http://recenzujemyto.blogspot.com/2013/02/jestem-naprawde-bardzo-ale-to-bardzo-za.html , jeżeli ktoś nie zna jeszcze fabuły :)


Dużo pisać nie będę, bo tu najważniejszą rolę grają ilustracje i samo wydanie.
Dziękuję za egzemplarz Media Rodzina
Paulina




sobota, 26 grudnia 2015

Między światami, moje życie i niewola w Iranie


Wolność. Wartość, którą ciągle pożądamy i gdy zostanie naruszana powołujemy się na konstytucję, Prawa Człowieka itp. Wolność słowa - kiedy najważniejsze z naszej egzystencji staje się myśl. Nikt nie powinien nam odbierać prawa do wypowiadania na każdy temat. Zakaz publikacji, prowadzenia wywiadów - nigdzie nie znajdziemy takich norm, jednak nie wszędzie sprawy mają się dobrze. A Roxana Saberi przekonała się o tym bardzo dobrze.

31 stycznia 2009 roku, w Iranie, Roxana została aresztowana, bez postawionych jej zarzutów. W więzieniu dowiedziała się, że za szpiegostwo dla Stanów Zjednoczonych.  W absurdalnym procesie skazano ją na karę 8 lat pozbawienia wolności. Miała się odbyć w teherańskim więzieniu Evin.
A Roxana tylko chciała wydać książkę i to nie nawet o kontrowersyjnej tematyce. Ta historia napisana przez samą Panią Saberi pokazuję walkę z niesprawiedliwością. Odkrywa zło, by pokazać prawdę. W sprawie Roxany wstawiała się Hilary Clinton, Barack Obama i wiele organizacji międzynarodowych.

Wszystkich tych, która polityka interesuje, których interesuje świat Iranu zachęcam do przeczytania tej publikacji. Tym, którym wydaje się że historia jest przerysowana i to tylko "bajeczki", również polecam jako lekturę.

Paulina
Dziękuję, za egzemplarz wydawnictwu SQN

PS. Na okładce książki jest Roxana. 

środa, 11 listopada 2015

Król wron



"Jest w nas coś takiego, co chce wierzyć w świat wróżek, trolli, króliczych dziur i mostów na drugą stronę." 
Pierwsza książka wydawnictwa MadMoth Publishing musiała być "wejściem smoka". Wyzwanie przyjął Szymon Krug. Napisał "Króla wron" - debiut się udał. Postanowiłam wesprzeć to młodziutkie wydawnictwo, może się urodzić coś z tego wielkiego. Książka wywarła na mnie duże wrażenie. Wciągnęła mnie w  fantastyczny świat urban fantasy. Choć powoli trochę odchodzę od książek fantasy, był to miły powrót. Przed wami plejada uczuć. Będziecie czuć strach. Napięcie będzie wzrastać, a krew w waszych żyłach buzować. I ta okładka, i te ilustracje. Cudo! Czekamy na kolejne "dzieci" tego wydawnictwa i życzymy samych sukcesów. Gorąco polecam. Na dole znajdziecie opis, który przybliży wam fabułę powieści. 

Dźwięki zawisły w powietrzu. Król Wron imię o ostrych krawędziach, niepokojące jak szelest piór w ciemności, niedorzeczne jak odwrócone niebo. Król Wron szeptała cisza, jakby słowa były wyryte w powietrzu i nie miały ochoty się stamtąd wynieść. To jego spotkał w ciemnym zaułku. Pozszywana twarz, za długi uśmiech, dickensowski frak i laska, która przyniosła mu śmierć. Król Wron potwór, który przyszedł do niego w nocy i przywiódł do niego całe zło, jakie znalazł po drodze.

Podobno nie można o nim mówić, bo to przynosi pecha. Nawet Skrybowie w Wielkiej Bibliotece Światła nie mają ani jednego skrawka papieru na jego temat. Mówi się, że to on zabiera oddech nowo narodzonym dzieciom i tańczy w pustych butelkach, podobno wrony dla niego szpiegują i nic nie uchowa się przed jego spojrzeniem.
Mieszka w Szarej Katedrze w Dolinie Mgieł, a nie prowadzi tam żadna z dróg. Można tam trafić śledząc jedną z wron, ale one zbijają się w stada, oszukują i kłamią… Co się stanie jeżeli taka istota wybierze Cię na swoją zabawkę? Co jeśli po ciebie sięgnie zza cienia zasłony i wciągnie cię w swój świat pełen zębów i chętnych szponów?
Adam ma ponad trzydzieści lat i jedyne co można o nim powiedzieć, to że jest raczej nijaki. Bardziej zadufany w sobie niż powinien być człowiek w jego wieku i trochę bardziej samotny niż większość ludzi. Razem ze swoim przyjacielem prowadzi mały biznes i mieszka kilka kilometrów za miastem. Adam ma pecha, wybrał skrót, którego nie powinien i spotkał w nim Króla Wron. Ta jedna zupełnie nieistotna decyzja zniszczy jego życie i wszystkich, którzy stali niedaleko.

źródło opisu: wydawnictwo

Paulina

Powrót, Targi, Zapowiedź


Bardzo długo dla Was nie pisałam i przepraszam. Natłok nowych obowiązków przytłoczył mnie. Jednak postanowiłam się zmobilizować i coś napisać. Prawie dwa tygodnie temu odbyły się Targi Książki w Krakowie. Jak mogłoby mnie nie być na takiej imprezie? Dlatego mam dla Was relacje fotograficzną. Mam nadzieję, że zachęci Was ona do odwiedzenia kolejnych targów, nie tylko w Krk.

Bardzo się cieszę, że mogłam spotkać "ludzi" z wydawnictwa Media Rodzina. Jednak te osoby, z którymi prowadzę konwersacje istnieją na prawdę! Z krwi i kości! Dziękuję bardzo za spotkanie!
Oczywiście nie mogłam przegapić Andrzeja Polkowskiego - tłumacza "Harrego Pottera". PS. Mam autograf, a recenzja nowego wydania HP już niedługo. :)

W sobotę odbyło się spotkanie, na stoisku Znak, z Radkiem Kotarskim. Znanym jutuberem, który niedawno napisał książkę. A ponieważ ja Radka uwielbiam i przyjemnością oglądam jego filmy popularne-naukowe, nie mogłam wręcz nie zakupić jego książki i nie spotkać go. Zdjęcie jest, dedykacja jest - czego chcieć więcej?!

Oprócz tego zajrzałam na stoisko Wojciecha Cejrowskiego, Martyny Wojciechowskiej, Dema, Remigiusz Mroza, Piotra Fronczewskiego, Zygmunta Miłoszewskiego. Dużo się działo. A Wy, spotkaliście kogoś ciekawego?
Paulina




niedziela, 27 września 2015

Naznaczeni na zawsze

Przeszłość jest bardziej mroczna i krwawa, niż mogła to sobie wyobrazić.

Okładka książki Naznaczeni na zawsze
Wyobraźcie sobie, że budzicie się w szpitalu, i nie wiecie ani kim jesteście, ani skąd pochodzicie. Sytuacja wręcz fatalna i bez wyjścia. To prawie jak byście otrzymali nowe życie, wbrew wcześniejszemu istnieniu. Prawie jak w filmie "I że Cię nie opuszczę" z Rachel McAdams. Czy próbowalibyście zacząć wszystko od nowa lub przywrócić to co było kiedyś - zastanówcie się.
Właśnie w takiej rzeczywistości ma się odnaleźć dziewięcioletnia dziewczynka. Los wybrał dla niej kamienistą ścieżkę...

Jednak autorka, Emelie Schepp jest Skandynawką, Szwedką i nie pozwoli na to by jej "dziecko" stało się ckliwą powieścią. To ma być rasowy kryminał!

Dziewczynka rozpoczyna dorosłe życie jako prokurator. Prowadzi śledztwo w sprawie głośnego morderstwa szefa urzędu imigracyjnego. Sprawa, jak sprawa, gdyby nie to, że niedługo zostaje znalezione kolejne ciało - ciało chłopca. Kobieta z każdą wskazówką przybliża się do wiedzy o własnym dzieciństwie.

Paulina,

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Media Rodzina.

sobota, 19 września 2015

Dzieci gniewu

Okładka książki Dzieci gniewu
Thriller napisany z zimną krwią - Paul Grossman debiutuje na polski rynku.

W Stanach Zjednoczonych wybucha wielki kryzys, a Berlin musi radzić sobie z własnymi problemami. Oto bowiem w mieście wybucha epidemia zachorowań.


"- Nie chodzi o to, co zrobiliście. Tylko o to, kim jesteście. Nie jesteście Niemcami. [...] Chcemy się trzymać z dala od was [...]. Jak od każdej szkodliwej bakterii."
W tym samym czasie młody detektyw żydowskiego pochodzenia – Willi Kraus – dokonuje szokującego odkrycia. W jednym z miejskich kanałów spoczywa worek zawierający wygotowane dziecięce kości oraz Biblię z zakreślonymi cytatami. Berlińskie media natychmiast podchwytują temat tajemniczego Dzieciożercy. Obywatele żądają ujęcia zbrodniarza, ktoś musi ponieść karę…

Podczas gdy policja zdaje się szukać zaledwie kozła ofiarnego, sprawę na własną rękę bada odsunięty od śledztwa Willi Kraus. Jest gotowy kosztem własnej kariery dopaść okrutnego mordercę. Jednocześnie musi radzić sobie z prześladowaniami wynikającymi z rodzącej się w Niemczech ideologii nazistowskiej.

Znakomity kryminał historyczny, którego siłą są brawurowo skonstruowana intryga, pełnowymiarowi bohaterowie, przerażająco prawdziwy czarny charakter oraz wiarygodnie oddana niemiecka rzeczywistość. Grossman rysuje przed czytelnikiem przekonujący obraz Berlina przełomu lat 20. i 30. – schyłek kosmopolitycznego miasta będącego na krawędzi ekonomicznej zagłady i politycznego terroru.

Paulina

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

"(Nie) Mam się w co ubrać" - recenzja poradnika modowego



"Nie mam się w co ubrać" to chyba najczęstsze zdanie słyszane z ust kobiety. Ciuchy, buty, torebki - tego nigdy dość. Ale kiedy przychodzi co do rzeczy, w szafie robi się pusto i nic do niczego nie pasuje. "Kolor nie ten, fason do kitu, te spodnie już dawno nie w modzie" - wszystkie panie znają te teksty na pamięć. Na pomoc biegnie CharlizeMystery, czyli Karolina Gliniecka - blogerka modowa, pierwsza która otrzymała zaproszenia na Nowojorski Tydzień Mody.
17zdjjj
źródło: blog ChM
Książka jest podzielona na rozdziały, które ułatwiają wędrówkę po świecie mody. Każda część garderoby jest dokładnie opisana - do jakiej figury pasuje?, jaka jest jej historia? - to właśnie znajdziecie! Oprócz tego znajdziemy twn. "stylówki", które zawierają określony ciuch np. ołówkową spódnicę, czy małą czarną. Rozdziałem piętnastym jest "Czas na porządki", który ma sumować wiedzę i w końcu oduczyć płeć piękną o powtarzania w kółko: "Nie mam się w co ubrać".


Ale by nie być goło słownym, poradnik zawiera mnóstwo zdjęć samej Karoliny i jej ubrań.



Podsyłam link posta CharlizeMystery, w któtym opisuje pracę nad książką: http://charlizemystery.com/2014/11/moja-pierwsza-ksiazka-nie-mam-sie-ubrac/


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu SQN

IMG_2618XX_2
źródło: ChM

"5 sekund do Io"


„Palisz?” – „Nie”, „Alkohol?” – „Nie”, „Narkotyki?” – „Nie”, „To może gry RPG?”...

Coraz więcej osób, nie tylko nastolatków zmaga się z nałogiem gier komputerowych. Zatraca nas idealna, wirtualna rzeczywistość, która jest na wyciągnięcie ręki. Media straszą techniką, „która wciąga”. Podają straszliwe informacje o wycieńczonych małolatach, dla których najważniejsze jest przejście kolejnego levelu. Powtarzają do skutku: „masz tylko jedno życie, a nie 7 jak kot, czy postać z pikselów”.  Ja jako osoba, która codziennie doznaje dobroci Internetu, mam odruch obronny, nie chcę by ktoś nie znając sytuacji („nie znam się, to się wypowiem”) wręcz linczował świat, którzy tworzyliśmy razem. Uwierzcie, lub nie ale komputer nie powstał z dnia na dzień. Gry również. Bądźmy choć trochę „pozytywni” i zacznijmy się cieszyć z własnych wynalazków. Jasne, „są plusy dodatnie, są plusy ujemne”, szklanka do połowy pełna (bądź pusta).
Gry odciągają od świata (nawet planszówki J), taka jest ich definicja.  Mają przedstawić nowy świat, a jego poznanie wymaga czasu. Bądźmy racjonalni! Zdrowy rozsądek to podstawa. „Czego za dużo, to nie zdrowo” – babcine przysłowia zawsze pasują. Gry, Internet, komputer mogą być niebezpieczne, tak samo jak odkurzacz, telewizja, czy gorąca kawa. Trzeba umieć z nich korzystać. Bo każdy umie włączyć laptopa, ale już nie każdy, paradoksalnie, umie go wyłączyć.

Małgorzata Warda, autorka „5 sekund do Io” przedstawia niedaleką przyszłość, w której rynkiem gier zawładnął Wy Fly Hight, którzy z kolei produkują Work a Dream. W tej technologii, nie ma miejsca na aluzje. Tu wszystko jest prawdziwe. Jak dostaniesz „kulkę”, to Cię trochę zaboli. Jak nie będziesz pił, to będziesz czuł pragnienie. Głód, ciepło, chłód – cały wachlarz doznań oferują Ci producenci.
Jednak wszystko ma swoją ceną i jak może się spodziewać taka przyjemność trochę kosztuje. Analogicznie, tylko nie liczni mogą sobie na coś takiego pozwolić.
Główna bohaterka, Mika, dostaje od policji, w zamian za szeroko pojęty „spokój”, konsole z grą „Bitwa o Io”. Dziewczyna ma za zadanie znaleźć osoby, które zaginęły, prawdopodobnie z powodu Work a Dream. Ma grać brawurowo i zawiązywać sojusze. Jednak to tylko wydaje się takie proste...
Powinnam jeszcze wspomnieć o napadzie terrorystycznym, w szkole Miki (sam początek książki). Tekst był tak dobry, że ja niczym rasowy gameplayer  odfrunęłam do innego świata.

Powieść bardzo mnie zaskoczyła. Dawno nie czytałam „niczego” polskiego autora (nie licząc wierszy Szymborskiej).  I chyba na jakiś czas zostanę patriotą literackim, bo to naprawdę było dobre.  Pani Małgorzato, liczę na panią i proszę się postarać sprzedać to za granicą! Pierwszy raz w życiu czytałam książkę o grach komputerowych. Sama mało gram (a właściwie nic) i mnie ten temat nie absorbuje, ale pod wpływem powieści spróbowałam najnowszego Wiedźmina. Miło, że powoli odchodzi się od wampirów, igrzysk, które choć wyborne, to w dużych ilościach.... Młoda krew ciągle pragnie czegoś nowego. Gry to całkiem, całkiem pomysł.

Poleca Paulina

Dziękuję za egzemplarz książki wydawnictwu Media Rodzina.