czwartek, 7 listopada 2013
niedziela, 3 listopada 2013
Papierowe miasta
Po przeczytaniu "Gwiazd naszych wina" od Johna Greena mogłam bardzo dużo wymagać. Sięgając po nowiutki egzemplarz "Papierowych miast" liczyłam na coś co wstrząśnie mną i moim światem. Okładka i tajemnicza nota z tyłu książki dodatkowo podsyciły ogień. Piąte miejsce na liście Timesa dużo daje do myślenia, a wiadomość o tym, że w niektórych amerykańskich szkołach omawia się "Papierowe miasta" wraz z "Źdźbłami trawy" Whitmana spowodowały, że miałam już uprzedzenia co do tej książki mimo, że jej jeszcze nie przeczytałam.
W końcu nastał dzień, w którym miałam przeczytać "dzieło" z pod ręki Greena. Czytałam, czytałam i próbowałam znaleźć coś wartościowego. Ale nic takiego się nie stało. Nie ma oczarowania i westchnień, nawet cichych. Czasami tylko przelotny uśmieszek. Może w drukarni się pomylili. Może mam zły egzemplarz. To na pewno jakaś pomyłka...
Quentin Jacobsen ma 18 lat i odkąd pamięta jest zakochany w zbuntowanej Margo Roth Spiegelman. Chodzą razem do liceum, mieszkają obok siebie, a w dzieciństwie przeżyli razem niejedną przygodę. Pewnego nudnego wieczoru, przez okno do pokoju Q wchodzi Margo i proponuje mu wycieczkę. Mimo, że jest późno i chłopak nie wie co go czeka, zgadza się. Tą przygodę zapamięta do końca życia. Dzięki niej wydaje mu się, że nawet poznał prawdziwą Margo, ale to tylko pozory. Następnego dnia dziewczyny już nie ma- uciekła. Zresztą nie pierwszy raz, ale tak jak za każdym razem pozostawia wskazówki. I tylko Q potrafi je odczytać. Żeby ją odnaleźć musi przemierzyć setki kilometrów USA, a i tak nie wie czy trop jest słuszny. W drodze przekonuję się, że Margo w rzeczywistości jest zupełnie inna.
Cała książka jest przeplatana cytatami z "Źdźbł trawy" Whitmana, za co autorowi mogę postawić plusa. Ale reszta powieści jest zwyczajną tandetą i nic więcej. Ja w tej książce widzę słowa, które nie tworzą czegoś godnego uwagi.
Paulina
W końcu nastał dzień, w którym miałam przeczytać "dzieło" z pod ręki Greena. Czytałam, czytałam i próbowałam znaleźć coś wartościowego. Ale nic takiego się nie stało. Nie ma oczarowania i westchnień, nawet cichych. Czasami tylko przelotny uśmieszek. Może w drukarni się pomylili. Może mam zły egzemplarz. To na pewno jakaś pomyłka...
Quentin Jacobsen ma 18 lat i odkąd pamięta jest zakochany w zbuntowanej Margo Roth Spiegelman. Chodzą razem do liceum, mieszkają obok siebie, a w dzieciństwie przeżyli razem niejedną przygodę. Pewnego nudnego wieczoru, przez okno do pokoju Q wchodzi Margo i proponuje mu wycieczkę. Mimo, że jest późno i chłopak nie wie co go czeka, zgadza się. Tą przygodę zapamięta do końca życia. Dzięki niej wydaje mu się, że nawet poznał prawdziwą Margo, ale to tylko pozory. Następnego dnia dziewczyny już nie ma- uciekła. Zresztą nie pierwszy raz, ale tak jak za każdym razem pozostawia wskazówki. I tylko Q potrafi je odczytać. Żeby ją odnaleźć musi przemierzyć setki kilometrów USA, a i tak nie wie czy trop jest słuszny. W drodze przekonuję się, że Margo w rzeczywistości jest zupełnie inna.
Cała książka jest przeplatana cytatami z "Źdźbł trawy" Whitmana, za co autorowi mogę postawić plusa. Ale reszta powieści jest zwyczajną tandetą i nic więcej. Ja w tej książce widzę słowa, które nie tworzą czegoś godnego uwagi.
Paulina
sobota, 2 listopada 2013
Targi Książki w Krakowie
piątek, 13 września 2013
Miasto Śniących Książek
Miasto Śniących Książek to powieść magiczna. Wyróżnia się na tle innych książek: przy niej inne opowiadania fantasy są jak małe krasnoludki, a ona jest wielkim olbrzymem. Więc pojawia się pytanie: Skąd Walter Moers (autor książki) wziął eliksir wzrostu? Ja wiem. Po prostu napisał książkę o czytaniu, o krainie gdzie ta pasja doprowadza do szaleństwa i może być zgubna. Gdzie literatura może zranić, a nawet zatruć. Autor na wstępie ostrzega, że:
"Nie jest to opowieść dla ludzi o delikatnej skórze i słabych nerwach. (...) Wszystkim pozostałym gratuluję tchórzliwej, ale w gruncie rzeczy rozsądnej decyzji wycofania się. Wszystkiego dobrego, baby! Życzę wam długiego i śmiertelnie nudnego życia i macham wam tym zdaniem na pożegnanie"
Mówi, że życie to przygoda i czasem warto zaryzykować.
Ja zaryzykowałam.
M.Ś.K tak jak mówiłam opowiada o... książkach. O smoku Hildegunście Rzeźbiarzu Mitów, który jest jednocześnie głównym bohaterem i autorem tej książki (Walter napisał, że on jedynie przetłumaczył dzieło Hildegunsta z camońskiego na niemiecki :)). Gdy umiera ojciec poetycki wspomnianego wcześniej bohatera, pozostawia mu w testamencie niewiele, z czego najważniejszy jest pewien dziwny rękopis. Tekst jest tak genialny, że nasz bohater próbuje znaleźć jego autora w Księgogrodzie - Mieście Śniących Książek. Gdy smok w końcu wkracza do tego miasta, ma wrażenie jakby wszedł do wielkiego antykwariatu. "Tu rozpoczyna się historia"* pełna przygód i niebezpiecznych labiryntów.
Książkę bardzo szybko się czyta, wciąga bezlitośnie... Język jest bardzo wartki i miejscami dowcipny. Jest to książka dla tych którzy choć na chwilę próbują uciec od rzeczywistości i zanurzyć się w szorstkich kartkach oprawionych w tekturę. I jeżeli was to jeszcze nie zachęciło, umieszczam tutaj kilka cytatów i zdjęcia ilustracji, które wykonał Walter Moers.
„Ciekawość jest najpotężniejszą siłą napędową w kosmosie, ponieważ jest w stanie pokonać dwie największe siły hamujące: rozsądek i strach”
„Czy to nie absurdalne, że wspomnienia o dobrych czasach o wiele częściej doprowadzają do łez niż wspomnienia o tych złych?”
„Całe zło pochodzi od żywych. Martwi są nastawieni pokojowo.”
„Od gwiazd pochodzimy i ku gwiazdom zmierzamy. Życie jest jedynie podróżą w nieznane.”
„Jeśli kropka jest murem, to dwukropek jest drzwiami”
„Odpowiedzi na niemal wszystkie dzisiejsze pytania zawarte są w starych księgach.”
reszta cytatów:http://lubimyczytac.pl/cytaty/48509/ksiazka/miasto-sniacych-ksiazek
"-Szukam kogoś- powiedziałem
-Acha. Wydawcy?
-Nie. Poety.
-Nazwisko?
-Nie znam.
-Co napisał?
-Nie mam pojęcia.
-Jak wygląda?
-Nie wiem.
-Acha. Jak widzę, depcze mu pan już po piętach."
środa, 11 września 2013
środa, 4 września 2013
Nicholas Sparks - I wciąż ją kocham
"Prawdziwa miłość oznacza, że zależy Ci na szczęściu drugiego człowieka bardziej niż na własnym bez względu na to, przed jak bolesnymi wyborami stajesz"
Prozaiczna historia, która może zdarzyć się każdemu... Dwójka młodych ludzi spędzający wakacje w nadmorskiej przystani poznaje się i zakochuje w sobie. Wydawałoby się, że to wakacyjny romans, wyjadą, powoli zapomną o sobie i wrócą do codziennego życia, bo jak silne może być uczucie zaledwie dwutygodniowej znajomości?
John Tyree jest młodym mężczyzną bez żadnych perspektyw na dalsze życie. Nie widząc dla siebie żadnej innej drogi zaciąga się do szeregów armii Stanów Zjednoczonych. Jako żołnierz dostaje przepustkę i wraca w rodzinne strony. Przypadkowo na plaży poznaje Savannah - młodą studentkę pedagogiki, która wraz z grupą przyjaciół pracuje dla organizacji charytatywnej, budując domy dla ubogich. Na przekór wszystkim okolicznością, pomiędzy obojgiem rozkwita miłość. Jednak wszystko, co dobre musi się kiedyś skończyć. Chłopak niestety musi wracać do wojska, jednak ukochana obiecuje na niego czekać, póki nie minie jego okres służby w armii. John musi wybrać pomiędzy miłością do dziewczyny, a wiernością ojczyźnie. Pewnego dnia otrzymuje od Savannah pożegnalny list w którym dziewczyna powiadamia go, iż zakochała się w kimś innym. Po kilku latach pełnych bólu i cierpienia wraca do domu. Mimo długich lat czas nie uleczył ran zostawionych przez miłość do dziewczyny. To uczucie zmusza go do podjęci najtrudniejszej decyzji w życiu.
Czy John i Savannah znowu będą razem? Niektórzy powiedzieliby, że absolutnie nie, a inni, że w sumie tak. Niestety ja nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. John w końcu zrozumiał czym jest prawdziwa miłość. Czym powinna się charakteryzować i jak powinna być.
Książka ta dostarczyła mi wielu wzruszeń. Widzimy tu piękną miłość, którą każdy chciałby przeżyć, bez względu na jej zakończenie. Książkę czyta się bardzo szybko, wciąga głównie na początku, później nieco zwalnia. Ciekawi, intryguje do samego końca. Sparks postarał się i zrobił to tak, aby zwalić czytelnika z nóg. Przedstawia on piękną, a zarazem smutną historię o miłości, straconych nadziejach, życiowych wyborach, a można ją podsumować jednym zdaniem:
"(...)prawdziwa miłość oznacza, że zależy ci na szczęściu drugiego człowieka, bez względu przed jak bolesnymi wyborami stajesz(...)"
/kasiekkk
Prozaiczna historia, która może zdarzyć się każdemu... Dwójka młodych ludzi spędzający wakacje w nadmorskiej przystani poznaje się i zakochuje w sobie. Wydawałoby się, że to wakacyjny romans, wyjadą, powoli zapomną o sobie i wrócą do codziennego życia, bo jak silne może być uczucie zaledwie dwutygodniowej znajomości?
John Tyree jest młodym mężczyzną bez żadnych perspektyw na dalsze życie. Nie widząc dla siebie żadnej innej drogi zaciąga się do szeregów armii Stanów Zjednoczonych. Jako żołnierz dostaje przepustkę i wraca w rodzinne strony. Przypadkowo na plaży poznaje Savannah - młodą studentkę pedagogiki, która wraz z grupą przyjaciół pracuje dla organizacji charytatywnej, budując domy dla ubogich. Na przekór wszystkim okolicznością, pomiędzy obojgiem rozkwita miłość. Jednak wszystko, co dobre musi się kiedyś skończyć. Chłopak niestety musi wracać do wojska, jednak ukochana obiecuje na niego czekać, póki nie minie jego okres służby w armii. John musi wybrać pomiędzy miłością do dziewczyny, a wiernością ojczyźnie. Pewnego dnia otrzymuje od Savannah pożegnalny list w którym dziewczyna powiadamia go, iż zakochała się w kimś innym. Po kilku latach pełnych bólu i cierpienia wraca do domu. Mimo długich lat czas nie uleczył ran zostawionych przez miłość do dziewczyny. To uczucie zmusza go do podjęci najtrudniejszej decyzji w życiu.
Czy John i Savannah znowu będą razem? Niektórzy powiedzieliby, że absolutnie nie, a inni, że w sumie tak. Niestety ja nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. John w końcu zrozumiał czym jest prawdziwa miłość. Czym powinna się charakteryzować i jak powinna być.
Książka ta dostarczyła mi wielu wzruszeń. Widzimy tu piękną miłość, którą każdy chciałby przeżyć, bez względu na jej zakończenie. Książkę czyta się bardzo szybko, wciąga głównie na początku, później nieco zwalnia. Ciekawi, intryguje do samego końca. Sparks postarał się i zrobił to tak, aby zwalić czytelnika z nóg. Przedstawia on piękną, a zarazem smutną historię o miłości, straconych nadziejach, życiowych wyborach, a można ją podsumować jednym zdaniem:
"(...)prawdziwa miłość oznacza, że zależy ci na szczęściu drugiego człowieka, bez względu przed jak bolesnymi wyborami stajesz(...)"
/kasiekkk
Klasyfikacja
Kim jesteś? Nie wiesz? Pomoże ci w tym intografika na stronie lubimy czytać (http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/2814/klasyfikacja-moli-ksiazkowych).
Infografika została zrealizowana na podstawie materiałów znalezionych w Internecie, m.in. w oparciu o informacje zebrane przez Ricka Mortona, Jen Doll, Marka O'Connella i Laurę E. Kelly, amerykańską konsultantkę pomagającą autorom przy promocji ich książek.
Czekamy na wasze komentarze, w których napiszecie jakimi jesteście czytelnikami.
czwartek, 25 lipca 2013
Pyszne lody!
Lipcowe upały dały nam się we znaki, więc warto sięgnąć po coś na ochłodzenie. Idealne, zwłaszcza dla moli książkowych będą lody, zainspirowane powieściami!
Portal quirkbooks.com zaprezentował lodową serię lodów z florydzkiej lodziarni All Natural Ben & Jerry Finest Vermont.
Dla wielbicieli J.K rowling będą-„Berry Potter and the Container of Secrets”, lody o smaku będącym magicznym połączeniem kremowego piwa, truskawkowych fasolek Bertiego Bott'sa i czekoladowych żab.W lodowej kolekcji znaleźć można również Oliwiera Twista, klasyczny deser, będący połączeniem smaku ciemnej czekolady i wanilii z odrobiną angielskiego toffee. Według autorów zestawienia, po zjedzeniu takiej smakowej mieszanki, nie pozostaje nic innego, jak za bohaterem Dickensa powtórzyć „Proszę pana, chcę więcej...”
Portal quirkbooks.com zaprezentował lodową serię lodów z florydzkiej lodziarni All Natural Ben & Jerry Finest Vermont.
Dla wielbicieli J.K rowling będą-„Berry Potter and the Container of Secrets”, lody o smaku będącym magicznym połączeniem kremowego piwa, truskawkowych fasolek Bertiego Bott'sa i czekoladowych żab.W lodowej kolekcji znaleźć można również Oliwiera Twista, klasyczny deser, będący połączeniem smaku ciemnej czekolady i wanilii z odrobiną angielskiego toffee. Według autorów zestawienia, po zjedzeniu takiej smakowej mieszanki, nie pozostaje nic innego, jak za bohaterem Dickensa powtórzyć „Proszę pana, chcę więcej...”
wtorek, 23 lipca 2013
poniedziałek, 22 lipca 2013
Spryciarz z Londynu
Doger jest zbieraczem w XIX wiecznym Londynie. Nie lubi pytań, a jego odpowiedzi ograniczają się zwykle do: " Nic nie wiem", czy " W ogóle mnie tu nie było". Takich jak on jest wielu. Ale to właśnie o nim Terry Pratchett zdecydował się napisać powieść.Powieść obyczajowa mistrza fantasty?- można mieć wątpliwości, ale wszystkie znikną już przy pierwszej stronie.
-Dobra?
-Czy dobra- nie wiem. Ale wiem, że jest bombowa! Wspaniały język, realni bohaterzy i coś co zmusza do czytania (nawet w momentach, kiedy akcja troszkę zwolni).
Na łamach tej książki (400str.) autor opisał ok.3, 4 dni. Ale (nie wiem dlaczego) ta książka działa jak narkotyk- chcesz ciągle więcej. Zaczynasz zżywać się z bohaterami, ja np:. pokochałam Dogera, Salomona i Karola Dickensa (tak, nie przesłyszeliście się)!
Książka tak jak już wspomniałam opowiada o realiach życia w czasach wiktoriańskich, w Londynie. Kiedy Doger po kolana w brudniej wodzie brodzi szukając czegoś cennego, ja też czuję ten niemiły zapach zgnilizny, brudu i rozkładających się ciał. Natomiast w innych momentach czułam euforię i wręcz kibicowałam mojemu ulubionemiu bohaterowi.
Jest to jedna z książek, których po prostu nie da się nie przeczytać.
Gorąco polecam, Paulinka!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




