Co by było gdyby nasz świat opanowałyby zombie? Nie śmiejcie się! Pomyślcie o tym z psychologicznego punktu widzenia. Jak byście się odnaleźli w tej dziwnej sytułacji. Gdzie, to kim byliście wcześniej, kompletnie by się nie liczyło. Gdzie, to ile macie pieniędzy, wasz status społeczny były by tylko miłym dodatkiem. Czy mielibyście tyle siły by przeciwstawić się apokalipsie? Czy podalibyście się? Zatkali uszy i skoczyli z wieżowca?
Zadawanie takich pytań jest ważne, ale i tak nigdy nie mamy pewności czy odpowiedzieliśmy na nie poprawnie, do czasu...Do czasu kiedy największe potworności z nas wychodzą, a my z ludzi, zamieniamy się w bestie, pragnące tylko przetrwania w dziczy. Nie liczyłoby się wtedy prawo, zasady i moralność. To nie ta bajka. "The walking dead", to taka "Piękna i Bestia", tylko bez Pięknej.
To nie trupów musisz się tu obawiać... ale żywych.
Kule Ziemską opanowuje epidemia. Społeczeństwo, poprzez zarażenia się zamienia się w zombie. Cała rodzina waszych miłych sąsiadów zaraz może stać się upiorami. A wy, niczym koczownicy szukacie bezpiecznego schronienia. Dla siebie i bliskich. Bo w tej rzeczywistości jedynie więzły krwi coś znaczą.
" Na początku był przełomowy i świetnie oceniany komiks...
Potem pojawił się rewelacyjny serial...
Aż w końcu przyszedł czas na pierwszą z serii powieści opowiadających historię kultowych postaci z uniwersum The Walking Dead..."
Seria "The Walking Dead" jest popularna głównie przez serial i grę. Ale książka również jest przyjemną formą zapoznania się z "Żywymi trupami". Choć dla mnie to nie jest horror, wielu może ta powieść przynajmniej przerazić. Kiedy moi przyjaciele dowiedzieli się, że mam przeczytać "Narodziny Gubernatora", odradzali mi to słowami: "Paul, masz zbyt cienką skórę na coś tak żrącego".
A jednak nie umarłam! Żyje!
Jeżeli miałabym opisać tą pozycje literacką bardziej konkretnej: to przede wszystkim AKCJA. Ja takich książek czytam mało, mało oglądam takich filmów, ale kiedyś musi być ten pierwszy raz. W pewnym momencie trochę wyczuwam monotonie w fabule, ale możliwe, że właśnie na tym polega "The Walking Dead" - na ciągłym zabijaniu zombiaków.
Jeżeli boisz się, że "Żywe trupy" okażą się dla ciebie zbyt "mocne", T=to podczas wizyty w księgarni sięgnij po "Narodziny Gubernatora" i przeczytaj pierwszy rozdział. Jeżeli zemdlesz lub zwymiotujesz, to przekaz jest jasny - to nie jest lektura dla Ciebie!
Miłego zaczytywania się, Paulina!
Egzemplarz otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa SQN.
niedziela, 10 maja 2015
czwartek, 7 maja 2015
Niemiecka zbrodnia, czyli "Śnieżka musi umrzeć"
Do niczym niewyróżniającego się miasteczka Altenhain wraca Tobias - zabójca dwóch nastolatek. Mimo tego, że już odbył swoją karę (10 lat więzienia), to jest przez miejscową społeczność szykanowany. Jesteśmy świadkami bicia go do nieprzytomności, pisania prowokujących napisów na domu jego ojca oraz przeraźliwych strat, których doświadcza jego rodzina. Zemsta wisi w powietrzu. Tylko kilku znajomych sprzed lat i zbuntowana Amelie wierzą w niewinność mężczyzny.
"Przecież to już było!" - krzyczy rozwścieczony tłum czytelników. Gwarantuję wam, że czegoś takiego nie czytaliście.
Sprawa jest skomplikowana jak labirynt Minotaura. Czasami chce się po prostu zamordować samą autorkę! Pani Nele raz pisze zdanie, które decyduje o akcji całej powieści, nagle się rozmyśla.... i kończy je za 30 stron później. Ugh! Książka jest podzielona na rozdziały, a każdy rozdział opisuje jeden dzień śledztwa. Ten z kolei, dzieli się na jeszcze mniejsze jednostki, bo każdy bohater chce opowiedzieć historię ze swojego punktu widzenia. I stąd ta zdrowa "nienawiść" do Nele Neuhaus.
Co mnie bardzo dziwi i niepokoi to brak popularności tej pozycji literackiej. Chciałąbym, żeby przynajmniej jedna osoba po przeczytaniu tej pozycji dodała ją do "chcę przeczytać" na portalu lubimyczytać.pl, a a niedługo po tym przeniosła ją do grupy "przeczytane". Wtedy poczuję się spełnionym człowiekiem, blogerką.
"Śnieżka musi umrzeć" to trzymający w napięciu, fenomenalny kryminał z nietuzinkową intrygą. Takie zagadki mógłby rozwiązywać nawet Sherlock Holmes. Jeżeli przytłacza was wiosenna pogoda, to podwójne morderstwo przeniesie was w najzimniejszą zimę..
Książka należy do serii Gorzka Czekolada, którą również można się zainteresować. Ten kryminał przekonał mnie na nowo do niemieckiej prozy ("Baśniarz" mnie od niej odrzucił). Z chęcią sięgnę po inne powieści Nele Neuhaus. Teraz wasza kolej zanurzyć ręce w krwi!
Paulina
"Przecież to już było!" - krzyczy rozwścieczony tłum czytelników. Gwarantuję wam, że czegoś takiego nie czytaliście.
Sprawa jest skomplikowana jak labirynt Minotaura. Czasami chce się po prostu zamordować samą autorkę! Pani Nele raz pisze zdanie, które decyduje o akcji całej powieści, nagle się rozmyśla.... i kończy je za 30 stron później. Ugh! Książka jest podzielona na rozdziały, a każdy rozdział opisuje jeden dzień śledztwa. Ten z kolei, dzieli się na jeszcze mniejsze jednostki, bo każdy bohater chce opowiedzieć historię ze swojego punktu widzenia. I stąd ta zdrowa "nienawiść" do Nele Neuhaus.
Co mnie bardzo dziwi i niepokoi to brak popularności tej pozycji literackiej. Chciałąbym, żeby przynajmniej jedna osoba po przeczytaniu tej pozycji dodała ją do "chcę przeczytać" na portalu lubimyczytać.pl, a a niedługo po tym przeniosła ją do grupy "przeczytane". Wtedy poczuję się spełnionym człowiekiem, blogerką.
"Śnieżka musi umrzeć" to trzymający w napięciu, fenomenalny kryminał z nietuzinkową intrygą. Takie zagadki mógłby rozwiązywać nawet Sherlock Holmes. Jeżeli przytłacza was wiosenna pogoda, to podwójne morderstwo przeniesie was w najzimniejszą zimę..
Książka należy do serii Gorzka Czekolada, którą również można się zainteresować. Ten kryminał przekonał mnie na nowo do niemieckiej prozy ("Baśniarz" mnie od niej odrzucił). Z chęcią sięgnę po inne powieści Nele Neuhaus. Teraz wasza kolej zanurzyć ręce w krwi!
Paulina
środa, 6 maja 2015
"The X Files" - komiks

Przedstawiam wam oficjalną kontynuacje serialu "The X Files" wydawnictwa SQN. Niech ciarki rozejdą wam się po plechach!
Po wydarzeniach z ostatnich odcinków Mulder i Scully odchodzą z FBI. Dana zostaje lekarzem w renomowanej klinice, a Fox próbuje swoje wspomnienia przelać na papier. Jednak nie wszystko dzieje się po ich myśli. Skinner zawiadamia ich, że ktoś zainfekował akta FBI i zdobył informacja, które tylko z pozoru wydają się nieistotne.
Grafika i tekst komiksu wprowadzają nas do świata znanego nam z serialu "The X Files". "Gimby nie znajo", ale już licealiści powinni kojarzyć. Akcja toczy się wartko. Jest mrocznie, a atmosfera tak gęsta, że dało by się zawiesić w powietrzu siekierę. Nie ma czasu na odpoczynek i nawet się nie obejrzycie a już "zjecie" "Wyznawców z Archiwum X"
Fascynujący jest dla mnie fakt realistycznego przerysowania rys twarz i sylwetek aktorów z serialu do komiksu. Tak jak by rysownik miał moc teleportowania ludzi na kartki papieru dzieła .Zaskakującym dla mnie zabiegiem okazało się wstawianie pod koniec (w tym przypadku) rozdziału, klatki z tytułem serialu. To sprawiło, że czułam się, że oglądam, a nie czytam "Wyznawców...". Szapeau bas dla ilustratora. Wydanie jest solidne. Gwarantuje wam, że taka gruba okładka przetrwa dużo. A jeżeli ktoś ma problem z ozdobieniem ścian swojego pokoju, to w "pakiecie" znajduje się plakat, z ufo, rozbryzganą krwią i napisem: "I want to believe". Myślę, że dla fanów tej serii będzie to nie lada "kąsek".
Zachęcam was do sięgnięcia po kontynuacje kultowego serialu. Jest to pozycja literacka zarówno dla tych, którzy oglądali serial i z chęcią przypomną klimat "The X Files", i dla tych, których miłość i niezrównoważone uwielbienie dla tej filmowej produkcji ominęło. Ja należę niestety lub "stety" do drugie grupy odbiorców, ale mimo to miałam frajdę z lektury tego komiksu. Polecam!
Paulina
Za egzemplarz komiksu dziękuje wydawnictwu SQN.
sobota, 11 kwietnia 2015
The Beatles- wciąż na topie
"Najważniejsza jest jednak muzyka. Beatlesi dali na 150 piosenek i one pozostaną z nami na zawsze, póki światu starczy sił i oddechu, by je nucić."
Zapraszam was na podróż po niesamowitych latach 60', kiedy słuchało, nuciło i przede wszystkim kochało The Beatles. Choć stosunkowo jestem młoda i ciągle uczestniczę w systemie edukacji, Beatlesi towarzyszyli mi od najmłodszych lat życia. Muzyka była w moim rodzinnym domu od zawsze. Na zmianę Mozart, Beethoven, The Rolling Stone, Armstrong i czterech "chłopców" z Liverpool'u. Tak rodzi się wielka miłość. Dlatego bez wahania sięgnęłam po (przeze mnie
Dzięki temu, że Hunter rzeczywiście spotykał się z naszymi idolami, ich rodzinami i nawet był z nimi w przyjaźni, (o czym świadczą jego zdjęcia np. z Paulem podczas wakacji w Portugalii) książka ta jest dla mnie o wiele autentyczniejsza. I przy jej lekturze nie bałam się o to, że znajdę w niej fałsz.
Ale teraz wszyscy (oprócz mnie :) pytacie się: jak to się stało, że wręcz nastolatkowie zawędrowali na sam szczyt kariery muzycznej? Uwierzcie mi lub nie, ale byli oni zwykłymi "chłopakami z podwórka", ale do czasu...W wielkim skrócie: do ich pierwszego, głośnego utworu: "Love me do".
nazywaną cegłę) grubą biografię, zresztą autoryzowaną, o prostym tytule "The Beatles" autorstwa Huntera Davisa.
"Wydaje mi się, że młodzi ich tak lubili, bo chłopcy reprezentowali ich punkt widzenia, reprezentowali wolność i bunt. A ponieważ uwielbiali to robić, robili to dobrze."
Wszyscy, którzy kiedyś mieliśmy zawieszony plakat Beatlesów, nie raz i nie dwa zastanawialiśmy się którego z nich lubimy najbardziej. Który z nich jest najbardziej uzdolniony, a który z nich po prostu przystojny (tu w szczególności panie)?
"John był z nich wszystkich najbardziej uzdolniony - tak mi się przynajmniej wydawało - za to Paul miał największy talent. (...) George był niejako mieszanką oryginalności i talentu. (...) Ringo nie rościł sobie żadnych pretensji do talentu, pozbawiony złudzeń własnej pracy i własnej wartości. Cechowało go zdroworozsądkowe podejście do wszystkiego, potrafił być też błyskotliwy i dowcipny."
Dzięki biografii tego zespołu, dowiecie się rzeczy, które mnie osobiście zaskoczyły. Że na przykład John lubił czasami się pobić, a George lubił alternatywną modę.
"Biłem się właściwie przez całą podstawówkę, a tych większych od siebie pokonywałem w wojnie psychologicznej. Straszyłem ich, mówiąc że bez problemu dam im radę, a oni mi wierzyli."
"John nigdy nie miał pieniędzy. Typowy pasożyt, pożyczał od wszystkich bez przerwy, namawiał ludzi by stawiali mu frytki czy napoje, żebrał wśród znajomych o fajki."
Czy...
"To dopiero było coś. Jak miałem doła, puszczałem sobie Elvisa i od razu czułem się świetnie, wręcz cudownie. Nie miałem wówczas pojęcia jak się nagrywa płyty."-powiedział Paul.
"W dzieciństwie Paul nigdy nie przejawiał zainteresowania muzyką."
Tą dość dla mnie sentymentalną recenzję pragnę zakończyć tymi słowami:
"- Opowiedzcie o swoim charakterystycznym uczesaniu.(...)
- Chyba o nieuczesaniu- odparł John.
- Wyszliśmy z basenu w Liverpool'u i spodobały nam się fryzury, które same się ułożyły - dodał George."
Ich twórczość była trochę przypadkiem, trochę szczęściem i trochę talentem. "Były więc nieustane piski, krzyki yeah, yeah, yeah w wykonaniu rozhisteryzowanych nastolatków z każdej warstwy społecznej i o każdym kolorze skóry." Ich najpopularniejszymi piosenkami były: "Please please me", "Twist and Shout", "She Loves You", "Hey Jude", "Yesterday". A jaki jest wasz ulubiony singiel. Koniecznie napiszcie mi w komentarzu, a tymczasem pozdrawiam i dziękuje wydawnictwu SQN za zaufanie.
Paulina
niedziela, 22 marca 2015
Are you ready for "Czy jesteś wystarczająco bystry, żeby pracować w Google?"
"Zostajesz zmniejszony do rozmiarów pięciogroszówki i wrzucony do blendera. Ostrza pójdą w ruch za 60 sekund. Co robisz?""Pewien mężczyzna dopchał samochód do hotelu i stracił fortunę. Co się stało?"
"Idziesz kamiennym korytarzem. Nagle zachodzi ci drogę Książę Ciemności. Jak reagujesz?"
Na te pytania nie ma poprawnych odpowiedzi, ważne żebyś zaimponował sprytem, kreatywnością, inteligencją. Co jeżeli nie? Nie dostaniesz pracy.
Coraz więcej korporacji, w tym nie tylko Google, czy Microsoft sięgają przy rozmowie kwalifikacyjnej po nietypowe pytania. Chcą przekroczyć próg zwyczajnego przeglądania CV. Chcą potencjalnemu pracownikowi zajrzeć do mózgu! Prześledzić ścieżkę logicznego myślenia, przechodzenia z punktu A do B, ale to nie wystarcza. Bo jak powiedział Einstein: "Logika zaprowadzi Cię z punktu A do B, wyobraźnia zaprowadzi Cię wszędzie".
"Opisz najpiękniejsze równianie, jakie kiedykolwiek widziałeś. Wyjaśnij dlaczego własnie to."
Hmmm? Wybierz wzór, który pamiętasz z podstawówki (np. na szybkość), a uznają Cię za mało oryginalnego. Wykrzyczenie "e=mc2", niczym Arystoteles "eureka!" też nie będzie przejawem twojej "niezwykłości", "googlowatości". Do odpowiadania na takie pytanie trzeba "czegoś więcej" niż wiedzy. "Ale można próbować to wyćwiczyć" - przekonuje William Poundstone. Kiedy już raz odpowiesz na pytanie: "Ile piłeczek pingpongowych zmieści się w pokoju", kolejne łamigłówki nie będą już takie straszne.
,,Czy jesteś wystarczająco bystry, aby pracować w Google?" jest książką o wszechstronnym zastosowaniu. Z jednej strony - oferuje wachlarz rozwiązań, które mogą uczynić rozmowę o pracę błyskotliwą, udaną, a, co za tym idzie, zakończoną sukcesem. Z drugiej - ukazuje ,,od kuchni'' funkcjonowanie firmy Google oraz innych wielkich korporacji.
Ta pozycja nie jest tylko dla tych, którzy świeżo upieczeni po studiach poszukują pracy w korpo. Uważam, że równie dobrą lekturą będzie dla matematyków, fizyków, informatyków, czy amatorów zagadek.
A na zakończenie pytanie, które najbardziej do mnie przemówiło, nad którym najdłużej myślałam: "Czy szybciej pływa się w wodzie, czy w syropie?". Nie bójcie się złych odpowiedzi, z tym pytaniem nawet Netwon sobie nie poradził. Ważne, żeby trochę pogłówkować. Przecież to tylko zabawa!
Paulina
Książkę otrzymałam od wydawnictwa SQN
wtorek, 17 marca 2015
Pomoc dla utrapionej duszy - "Służące"
...śpiewali Beatlesi w 65' roku. Ta jak i oni, tak i moja dusza czytelnicza potrzebowała pomocy. Dawno nie przeczytałam książki, która by mną wstrząsnęła na tyle mocno, by powiedzieć, że zaingerowała w moje życie. Dawno nie utożsamiałam się z bohaterami powieści. Dawno nie kibicowałam miłości, przyjaźni, sprawie. Dawno nie czerpałam tak wielkiej przyjemności z bycia molem książkowym, jak przy lekturze "Służących".Help, I need somebody,
Help, not just anybody,
Help, you know I need someone, help.
Akcja rozgrywa się w latach 60, w Missisipi, a dokładniej w małym miasteczku Jackson. Na pierwszych stronicach "The Help" poznajemy główne postacie: Abilienn, Minny oraz Skeeter. Dwie pierwsze z nich, Afroamerykanki, wykonują zawód pomocy domowej. Od zawsze wiedziały kim będą, nie buntowały się i nie chciały zmieniać przyszłości. Opowiadały dzieciom swoich białych pań, bajki o tym, że niezależnie w co opakujemy prezent, biały, czarny, żółty kolor, najważniejsze jest to co jest środku, jego wnętrze. Mimo to przy pytaniach zawsze odpowiadały pokornie: "tak, psze pani". Ale panienka Skeeter była inna. Znacząco różniła się od swych niekolorowych koleżanek. Nie sprawiały jej przyjemności spotkania klubu brydżowego, ani Ligi Kobiet. bale dobroczynne, paradoksalnie, na rzecz dzieci głodujących w Afryce (przyjęcia obsługiwały czarne kobiety). Chciała zostać pisarką, ale do tego potrzeba czegoś więcej niż studia, do tego potrzebne jest doświadczenie, warsztat. Koniec końców, panienka Skeeter wraz z kilkoma innym przedstawicielkami płci żeńskiej rozpoczyna niezwykle ryzykowne i kontrowersyjne przedsięwzięcie, które odmieni nie tylko jej życie...
Powieść porusza ważne sprawy związane z rasizmem, fałszywością, poniżaniem, buncie. Jest świetna też pod względem historycznym: Skeeter jedzie samochodem, a w radio puszczają Boba Dylana, w wiadomościach podają o zabójstwie Kennedy'ego,wojnie w Wietnamie, zmienia się moda. Co mnie jedynie dziwi, to to że nie było ani razu wstawki o The Beatles. Jestem z lekka uczulona na takie przegapienia, bo na nich się wychowałam i to ich coverami męczę moich przyjaciół.
Jeżeli tylko wystarczy mi "czasu", to zamierzam "The Help" jeszcze raz przeczytać. Może po pięćdziesiątce? Może moje poglądy będą wtedy zupełnie inne i na książkę spojrzę z innej perspektywy. Może co najmniej zadziwiający będzie dla mnie świat lat 60, może będzie dla mnie matrixem? Może sam fakt, że istniała wtedy dyskryminacja rasowa będzie dla mnie o wiele mocniejszą wiadomością niż teraz. Ale historia lubi się powtarzać i tego się własnie boję. Boję się, że będzie odwrotnie. Że nie zrobi to na mnie wrażenia...
I tutaj nie boję się powiedzieć, jak wielu przypadkach tak, że ta pozycja literacka jest ciepła, mądra. Tu te słowa idealnie pasują. Często spotykam się z ich nadużywaniem, ale to nie ten przypadek.

Ze "Służącymi" spędziłam niesamowite dwa tygodnie. Tylko i aż. Starałam się codziennie przeczytać minimum 30 stron, a weekendy nadrabiałam setkami. Nie będzie herezją jeżeli tą książkę już ogłoszę jedną z najlepszych jakie przeczytałam i przeczytam w roku 2015. Oficjalnie dostaje ode mnie nominacje do książkowego Oscara (PS. film już dostał, rola drugoplanowa)
Jednak chciałabym się przyznać, że pierwszy obejrzałam film. Auuu! Nie bijcie! Nie tak mocno! Auuu! Mimo to, czas spędzony z książkąThe Help" jak najszybciej biegnijcie do księgarni po papierowy odpowiednik tej historii.
był jak najbardziej wartościowy. Wiele wątków już nie pamiętałam, części nie poruszono w produkcji. Nie raz i nie dwa byłam tak poruszona jak bym w ogóle nie znała tej historii. Więc jeżeli już obejrzeliście na wielkim ekranie "
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Media Rodzina.

Paulina, która czuje pustkę.
sobota, 14 marca 2015
Biegnąc przez powstanie, czyli "galop 44"
Wyobraźcie sobie, że podróże w czasie są normą. Jak byście z nich korzystali, gdzie najczęściej byście podróżowali? Może chcielibyście zobaczyć dinozaury i inne stwory, o których jeszcze nie mamy pojęcia, że istniały? Może starożytni Grecy was interesują? Wczesne średniowiecze? Odkrywanie nowych kontynentów? Rewolucja przemysłowa? A może chcielibyście zobaczyć, jako obserwator II wojnę światową? Zrozumieć okropieństwo, które miejmy nadzieję się nigdy nie wydarzy. Do tego nie potrzeba wehikułu czasu, potrzebny jest tylko "Galop 44".Mikołaj w przedziwny sposób trafia ze współczesnej Warszawy w sam wir dramatycznych wydarzeń powstania warszawskiego. Jego starszy brat Wojtek decyduje się na podróż, która zakończy się kilkadziesiąt lat wcześniej, aby wydostać Mikołaja z powrotem.. Obok fikcji literackiej zostały zamieszczone fakty historyczne.
Dla obu braci ta podróż, w wyniku której trafili do powstania, spowodowała, że przeszli szkołę życia. Poznali realia, jakie były w czasie Powstania. Zaś Wojtek przestał bagatelizować sprawy Powstania Warszawskiego, ale i w końcu zrozumiał, jak ważny jest dla niego młodszy brat.
Książkę to dedykuję przede wszystkim młodszym czytelnikom (11, 12, 13 lat), ale jak najbardziej można ją również podsunąć dorosłemu. Na pewno się nie obrazi :)
Ciekawą osobistością jest autorka książki - Monika Kowaleczko - Szumowska. Jak dowiedziałam się jest ona tłumaczką literatury dla dzieci, książek popularnonaukowych, a także (uwaga) materiałów do Muzeum Powstania Warszawskiego. Wiec nie traćcie czasu szukając fałszu w "Galopie 44", ponieważ go nie znajdziecie. Większość historii odnalazła w Archiwum Historii Mówionej, prowadzonym przez MPW, część usłyszała bezpośrednio od powstańców. Cóż wam tylko pozostaje? Polecieć czym prędzej do księgarni!
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Literacki Egmont.

Paulina
poniedziałek, 2 marca 2015
(Niezwykłe) "Przygody Tintina, Krab o złotych szczypcach"
Jak możecie zauważyć rozpoczynam nowy cykl: recenzje komiksów. Jest to dla mnie wyzwanie, ale mam nadzieje, że jakoś wciągnę się w ten przedziwny "świat obrazków". Ostatnio pojawiła się moja opinia na temat "Zabójcy", dziś czas na "Przygody Tintina, Krab o złotych szczypcach". Jest to moja pierwsza styczność z tym komiksem, ale nie pierwszy i nie drugi z postacią detektywa Tintina. Jako miłośnik bajek animowanych musiałam obejrzeć film, który powstał na podstawie właśnie tych historyjek.Po raz pierwszy przygody ukazały się 1929 r. jako komiks prasowy w dziecięcym dodatku jednej z belgijskich gazet. Pierwszy kompletny album o jego przygodach opublikowano w roku 1930 był to Tintin w krainie Sowietów. W sumie w latach 1929 – 1986 powstały 24 albumy. O ich niezwykłej popularności świadczą statystyki - każdego roku na całym świecie sprzedaje się ponad 2 miliony egzemplarzy Tintina. Albumy publikowane są w 80 językach!
Zaskakująca jest również sprzedaż owej książki, bo wynosi ona aż 200 mln sztuk egzemplarzy. "Przygody są nadal wydawane przez wydawnictwo Literacki Egmont, dzięki któremu miałam przyjemność zapoznania się z "Przygodami Tintina".
Tym razem nasz detektyw musi zmierzyć się z zagadką przemytu narkotyku opium, fałszywych monet. Akcja dziać będzie się na morzu, pustyni i nie tylko. Ta 60-stronicowa historia zapewni wam wspaniałą rozrywkę, którą dedykują zarówno młodszym, jak i starszym (moim "królikiem doświadczalnym była dziesięcioletnia siostra). Również w tym tomie, Tintin po raz pierwszy spotyka Kapitana Baryłkę, który jest powodem wielu nieporozumień i zamieszań. Tym, który podczas lektury rozśmieszał dzieciaki będzie Miluś- przesłodki piesek, towarzysz głównego bohatera.
Komiks czyta się szybko, (i mówiąc kolokwialnie) "daje się porwać". Niektóre ilustracje zrobiły na mnie ogromne wrażenie i na pewno pozostaną w mojej głowie na długo.
Na sam koniec mogę tylko zachęcić to zakupu "Przygód Tintina". Świetny pomysł na prezent dla młodych czytelników, nie tylko fanów komiksu.

niedziela, 1 marca 2015
Czas żniw
Główną bohaterką jest dziewiętnastoletnia Peige Mahoney. Pracuje ona w kryminalnym podziemiu Sajon Londyn. Jej szefem jest Jaxon Hall, na którego zlecenie włamuje się do ludzkich umysłów. Jasnowidztwo w świecie, w którym żyje jest nielegalne. Mamy rok 2059.
Jedna, niepożądana sytuacja w środku lokomocji, której wynikiem staje się śmierć, przewraca Paige życie o 180'. Nastolatka trafia do kolonii karnej, w Oksfordzie. Nad tym tajemniczym miejscem kontrole sprawują Refaici - stara rasa biologiczna nieśmiertelnych, zamieszkujących Międzyświaty istot karmiących się aurą jasnowidzów. Opiekę na Mahoney sprawuje Naczelnik, jest jej trenerem i nauczycielem. Jak sądzi główna bohaterka - jej naturalnym wrogiem. Dziewczyna będzie musiała się dostosować do panujących zasad w kolonii, w której została przeznaczona na śmierć.
Początek książki był dla mnie trudny i tylko sobie powtarzałam "w co ja się wkopałam". Czytałam uważnie, by móc jak najlepiej zrozumieć świat Sajonu. Jak pisze Jarosław Czechowicz: "Takiej wizji nie powstydził by się nawet Orwell". Rzeczywistość w jakiej żyje Paige jest okrutna, pełna brutalności i grozy. Pierwszy raz spotykam się z tego typu uniwersum, dlatego przywyknięcie do norm panujących w nim była dla mnie trudne. Bez dokładnej analizy dodatków załączonych do książki (słowniczek, mapa) jej lektura jest, moim zdaniem, niemożliwa, gdyż świat wykreowany przez autorkę jest skomplikowany i wyjątkowo złożony. Naprawdę trudno byłoby przebrnąć przez początek bez znajomości podstawowych pojęć w uniwersum powieści, a i z tą wiedzą nie jest to łatwe. Dla przykładu świat Harrego Pottera przyswajamy łatwiej, ponieważ wszyscy znamy pojęcia takie jak różdżka, magia, teleportacja. Jednak gdyby przeprowadzono ankietę, tylko nielicznie znali by takie pojęcia jak senny krajobraz, śniący wędrowiec, Flux. Ale uwierzcie mi na słowo, że z każdą kartą będzie lepiej, a wy będziecie czerpać z tej lektury rozrywkę najwyższych lotów. Dlatego apeluje: nie zniechęcać się na początku! Zrozumiano?Muszę przyznać, że autorka wpadła na genialny pomysł - niby jest to banalna dystopia z klimatami fantasy, ale wszystko jest tak odmienne, że nie sposób przyrównać Czasu Żniw do jakiejkolwiek innej książki. Samantha Shannon bez wątpienia pracę nad tekstem poprzedziła obszernymi przygotowaniami, które teraz wydają swoje niesamowite plony. Intryga porywa nas do wnętrza powieści i nie wypuszcza aż do samego końca. Ową lekturą przeczytałam w zaledwie trzy dni, a liczy sobie ona ok. 500 stron. To o czymś świadczy!
Podczas czytania miałam pewne wrażenie, że ta pozycja literacka ma swe nawiązania do Harrego i Igrzysk Śmierci. A w szczególności do powieści J.K. Rowling. Siedem tomów, słowniczek - a może to tylko złudzenie.
Bardzo cieszę się, że przebrnęłam przez pierwsze karty "Czasu żniw", by móc później mieć z niej fun. Choć autorka rzuca na na głęboką wodę, to nie jest to zemsta, lecz forma nauki. Gwarantuję Wam, że gdy sięgnięcie po Czas Żniw, to będziecie zachwyceni.
Paulina
Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa SQN

czwartek, 26 lutego 2015
Triumf owiec
Drugą powieścią Leonie Swann jest "Triumf owiec", kontynuacja "Sprawiedliwości owiec". Owce powracają w wielkim stylu, lecz zamiast zagadki morderstwa, mamy zagadkę Garou, tajemniczego Garou.

Owce z Glennkill opuszczają bujne zielone łąki Irlandii i przybywają do zaśnieżonej Francji z nową pasterką Rebeką, córką zamordowanego starego pasterza George’a. Rebece towarzyszy jej matka, które jest powodem wielu kłótni. Zatrzymują się na zimowym pastwisku w pobliżu starego zamczyska, w którym kiedyś mieścił się zakład dla obłąkanych. Matka Rebeki (z zamiłowania wróżbiarka) wróży, że stanie się coś złego (czemu trudno się dziwić, bo w jej talii brakuje wielu kart zwiastujących dobre zdarzenia). Rzeczywiście zaczyna się coś dziać. Owce dowiadują się od swoich nielubianych sąsiadek kóz (które zdaniem owiec cuchną i są szalone), że w okolicy grasuje tajemniczy potwór zwany Garou…
Kim jest Garou? Wilkiem z legend opowiadanych małym owieczkom przed zaśnięciem? Wilkołakiem? Nie tylko owce, ale również i wy będziecie przerażeni obrotem spraw, podczas lektury.
A kiedy już dowiecie się kim jest Garou, to co wtedy będzie? Wtedy będzie sprawiedliwość. I triumf owiec.
Książkę czytało mi się zadziwiająco szybko i jestem zadowolona, że właśnie po nią sięgnęłam. Choć trochę więcej ze mnie fanki "Sprawiedliwości...", to ta pozycja literacka była również świetną rozrywką. Owce dalej są tak samo błyskotliwe,urocze i komiczne jak były do tej pory.Uwielbiam je za rozumowanie i szalone pomysły,jakie rodzą się w ich owczych głowach.A dialogi prowadzone między nimi są mistrzowskie.Składam hołd w stronę autorki za to,że udało jej się wymyślić tak fascynujące owcze osobowości. Jakby wam owiec było mało,to w tej części oprócz nich mamy również stadko równie zabawnych kóz.Po raz kolejny mamy nieźle prowadzoną intrygę (której rozwiązanie nie jest tak oczywiste). Jest humor, jest zagadka, znajdzie się też i filozofia. A wszytko w przyjemnej oprawie pełnej humoru i odrobiny... grozy.
Paulina
Książkę otrzymałam dzięki hojności wydawnictwa Amber
A co będzie, kiedy już odkryją, kto zabił? Wtedy będzie... Sprawiedliwość!, czyli "Sprawiedliwość owiec"
Kiedy zdarzy się morderstwo ujęciem sprawcy zajmują się detektywi, policja. Ale nie w tym przypadku. W role spragnionych sprawiedliwości wczuwają się owce, które poszukują tego, który odebrał życie pasterzowi- George'owi. Owce postanawiają przeprowadzić śledztwo. A co będzie, kiedy już odkryją, kto zabił? Wtedy będzie... Sprawiedliwość!Jak zapewnia nas wydawca, jest to "filozoficzna powieść kryminalna" i jak najbardziej mogę się z tym zgodzić. Współczesny świat opisany przez te zwierzaki, bywa szalenie zabawny i równie mocno "prawdziwy". Okazuje się, że ci spostrzegawczy obserwatorzy wiedzą o ludziach więcej, niż my sami wiemy o sobie. A owieczki, mówiąc kolokwialnie, są po prostu urocze. Dawno nie spotkałam się z tak dziwnym podejściem do sztuki kryminału. Ale w tym szaleństwie jest metoda! Chociaż na początku lektury mamy wrażenie, że sprawa jest banalnie prosta i jej rozwiązani nie jest trudnością, to z każdą kolejną stroną akcja podkręca się, a my jesteśmy omotani niczym muchy w sieci pająka. Uwierzcie mi lub nie, ale nie rozwiążecie tej zagadki. Oczekiwałam zupełnie innego obrotu sprawy i nie spodziewałam się takiego rozwiązania zagadki. Cóż, plus jedynie dla Leonie Swann świadome wprowadzenie czytelnika w błąd. A plusów dla Swann jest wiele. Przede wszystkim za pomysłowość. Poza książkami dla dzieci i "Folwarkiem Zwierzęcym" nie miałam styczności z powieścią w której bohaterami są zwierzęta. Plus za świeżę spojrzenie na kryminał i budowanie napięcia. Plus za owieczki (i mojego ukochanego Wieloryba). Plus za całokształt.
Owce nie należą do stworzeń gadatliwych. A to dlatego, że pyszczki mają często pełne trawy, a czasem trawę mają i w głowie.
Książka została okrzyknięta rewelacją literacką 2006 roku. W Polsce powieściowy debiut Leonie Swann okazał się największym przebojem w kategorii prozy obcej. Druga część serii pt.: "Triumf owiec" również zyskała licznego grono fanów.
"Sprawiedliwość owiec" mogę polecić wszystkim fanom zagadki i tajemnicy. Wszystkim, którzy kochają humor w literaturze. Wszystkim, którzy nie lubią się nudzić. Podsumowując; tą powieść polecam WSZYSTKIM.
Paulina
Książkę otrzymałam dzięki życzliwości wydawnictwa Amber.

Subskrybuj:
Posty (Atom)









