
W każdym filmie opowiadającym o II wojnie światowej pojawia się wątek „dobrego
Niemca”. Ma być on przeciwwagą do złej reszty społeczeństwa i uświadamiać, że
tak samo i dobro i zło może kryć się w każdym z nas. Jak informują nas
amerykańscy naukowcy, jeżeli damy człowiekowi odpowiednią ilość władzy i
pozwolimy mu ją używać bez żadnych konsekwencji, to może w krótkim czasie
przerodzić się w potwora, maszynkę do zabijania.
Hitler dał wszystkim Niemcom
właśnie takie warunki. Wmówił mi, że są „lepszą rasą”, „ponadludźmi”. Zabijanie
kogokolwiek nie łączyło się już z wyrzutami sumienia, a wizją poprawiania
świata na lepsze. To czysty przypadek, że Adolf urodził się w Niemczech, mógł
przecież równolegle po drugiej stronie Atlantyku urodzić się drugi pan przeświadczony
o „niezwykłości” swojego narodu i tak zamiast jednego znienawidzonego narodu,
mielibyśmy dwa. A Polska? Nie, tutaj nawet jeżeli urodził by się taki
dżentelmen to by nie porwał żadnego tłumu. Why?
Bo Polacy mają w sobie ten pierwiastek społeczeństwa, który brak innym. Bo
Polacy to tylko biała niewinność i czerwona przelana krew. Bo jak jesteś
Polakiem to jesteś skazany na bohaterstwo. Czy to u siebie, czy za granicą. Polacy
zawsze byli wykorzystywani, a sami nigdy nikogo nie zniewolili, nie kopnęli w
brzuch.
Słucham takich wypowiedzi odkąd się urodziłam i mam czasami ochotę powiedzieć „pip”
patrioci. Fajnie jest być nacjonalistą, szowinistą? Co? Fajnie jest być
lepszym, wyższym. Fajnie jest kogoś znieważyć....
Polakom czasami niewiele brakuje, by sami zaczęli o sobie myśleć jak o „super
rasie”.
Myślicie, że jak Polska była mocarstwem w średniowieczu to jak zagarnęła te wszystkie
ziemie. Pacyfistycznie? Poprosiła; w stylu „ej, nie bądźcie tacy, nam też się
coś należy”, a np. Ukraina na to „okey, możecie przejąć nasze ziemie i nami
rządzić, ok.”. Podpowiem: nie, tak nie było.
I to co teraz przeczytaliście to nie jest lista skarg, to nie jest sabotaż, czy
kopanie dołków pod samym sobą. To jest spojrzenie sobie głęboko w twarz i
oddanie siarczystego policzka z namaszczeniem. Chce wykrzyczeć, że wszystkie
narody mają coś na sumieniu. Nobody is perfekt.
Oczywiście nie chce nas porównywać do nacji, które zmiotły miliony obywateli,
ale zrozumcie, że Polacy nie mają zapisanego w genach bohaterstwa! Nikt nie
ma...
I tak tym dłuższym wstępem chciałabym przejść do filmu pt. „Pokłosie”. Film,
który budzi jeszcze więcej kontrowersji niż moja wcześniejsza wypowiedź. Bo nie
opowiada o teorii złych Polaków, ale o ich rzeczywistym bycie.
„Pokłosie” to świetny, polski thriller. Rozpoczyna się przyjazdem Franka z Ameryki (Ireneusz Czop) do swojego brata Józka (Maciej Stuhr). Jak
dowiadujemy się, jego brat ma na pieńku z lokalnymi ziomkami z powodu zerwania
asfaltowej drogi z niewiadomego powodu. Józek milczy, a wieś nadal linczuje. W
końcu brat przedstawia Frankowi pole pszenicy, którego dużą część zajmują stare,
żydowskie nagrobki. Józek już nie jest w naszych oczach miejscowym rzezimieszkiem,
a człowiekiem o ludzkich odruchach. Wkrótce z bratem odkrywa przerażającą
historię wsi.
Jak mówi Maciej Stuhr ten film nie jest
statystyczny, nie mówi o tym, że wszyscy Polacy byli źli, lecz przedstawia
sprawę z innej stronny. Niektórzy zarzucają: dlaczego nie tworzy się filmów o
Polakach bohaterach. Jak nie tworzy? A „80 milionów”, a „Katyń”? A Agnieszka
Holland? Mam dalej wymieniać?
„Pokłosie” nie jest o historii, tylko o tym co ta historii z nami robi teraz. Z
mieszkańcami wsi w filmie i z nami, tutaj w Polsce. Po premierze tego filmu brzydko mówiąc „zjechano”
Sthura. I jak mówią krytycy filmowi; „Stuhr się bardzo starał, ale wypadły mu
pejsy spod kapelusza”. Przetłumaczcie sobie to sami.
Osoby, które uznały to dzieło jako odkupienie win Żyda (patrz Maciej Stuhr),
upodobniły się do mieszkańców filmowej wsi. Stały się brudnym społeczeństwem
mówiącym po cichu „żydek”. Na nowo wyłonił się Polski antysemityzm, który
zawsze się zbyt dobrze ukrywał, by o nim mówiono. Jak młody Stuhr wypowiedział
się w Gazecie Wyborczej: „Antysemityzm jest strasznie głupi, jest niczym
uzasadniony.” Dodajmy, że może być szalenie niebezpieczny.
Maciej Stuhr:
Człowiek,
którego dom miał zagrać w filmie jeden z głównych obiektów, po zapoznaniu się
ze scenariuszem wycofał się z podpisanej już umowy. Nawet nie był przeciwko,
tylko się bał, że go spalą. Albo np. przychodzili statyści i pytali: „Co wy
kręcicie? Aha, no to wezmę udział, tylko żebym Żydka nie musiał grać”.
Dążmy do tego by takie słowa padały jak najrzadziej. By w końcu stać się
tolerancyjnymi (nie tylko z nazwy) obywatelami. To co przedstawia nam film,
może wydawać się na pierwszy rzut oka nierealistyczne, wyssane z palca. Ale
czytając co drugą recenzje będzie nam stawał przed oczami obraz zwartej grupy
mieszkańców wsi z zakorzenionymi w podświadomości stereotypami i lękami przed
samym sobą.

„To nie jest film, który ma Polakom zrobić krzywdę, dokopać im, napluć we
własne gniazdo. Ten film jest o tym co my mamy z tej historii zrozumieć. Że
mogą zdarzyć się takie przypadki, skrajne, statystycznie może nawet nie
istotne, że może z Polaków, z Ciebie i ze mnie wyjść coś strasznego. Nie możemy
wierzyć, że Polacy robili tylko świetlane rzeczy, to się możemy kiedyś znowu
zdziwić. A jak przyjmiemy te wiedzę, kurcze, uwaga, bo może się znowu jakoś tak
zawirować, że znowu staniemy przed faktem i będziemy tę wiedzę zamiatać pod
dywan. A kiedy tą wiedze przyjmiemy, to może będzie nam się łatwiej bronić,
przed samym sobą.” Jak dodaje Maciej Stuhr w rozmowie z Tomaszem Lisem.
Miejmy świadomość tego, że wśród beczącego stada owiec, w którym każdy osobnik
jest taki sam i jest jedynie dopełnieniem całości, paradoksalnie znajdzie się
czarna owca, które dostrzeże pewne niezgodności. Na kilku Franków mówiących „poznałem
dobrze Żydków w Chicago” przypada jeden prawy Józek „mówi się Żydzi, nie Żydki”.
Można się zastanawiać po co prać stare brudy, po co wyciągać trupa z szafy? Ale
właśnie takie czyny sprawiają, że stajemy się silniejsi przed samym sobą. Tak
uważa reżyser Pasikowski i jak najbardziej staje po jego stronie. Ten Pan wywołał dwa lata temu (2012) taką burzę, że gdybym sama była twórcą filmowym
to bym ją wolała od obojętności wobec mojej twórczości. Poruszył wiele trybików
w ludzkich głowach i za to chapeau bas.
Paulina